Samozaparcie na wsparcie

12208353_10153103997701512_802699929003993800_n

Wsparcie uparcie puka do mych drzwi od wczoraj. Wsparł mnie ochroniarz, który zajął się moją torebką i portfelem (zostawiłam je w podczas posiłku w centrum handlowym). Wsparł mnie mój przyjaciel, Michał, gdy u kresu sił wyrzuciłam na niego wszystkie swoje perypetie dnia (zgubiona torebka, spóźniony o 100 minut pociąg i jeszcze parę innych kominiarzy, zakonnic, policjantów). Poszłam na zajęcia do swoich klientów, a kursanci zadeklarowali, że mam ich wsparcie. Co ciekawe, pojawiły się też przypadki odwrotne. Napisał Rafał, że nasz kolega stracił pracę. Sednem jego przekazu było, że potrzebne jest wsparcie. Dziś z samego rana, S. mówił o szefowej, a sednem jego opowieści było, że nie jest wspierająca. Żeby tego było mało, napisał do mnie pewien Samowystarczalny. Wreszcie i Samowystarczalny zrzucił maskę żartownisia i przyznał, że ma stadium zwisu ze względu na brak wsparcia.

Nie miałam innej opcji niż wziąć się za wsparcie. To lawinowe nagromadzenie tematów zmusiło mnie do refleksji.

Po pierwsze, warto by każdy z nas uwolnił się od dziecięcych projekcji, że każdy kogo spotkamy po rodzicach (tj. po opuszczaniu rodzinnego domu) będzie nam wsparciem, w sensie dziecięco rozumianym. Dzieci wspiera się inaczej niż dorosłych. Dzieci się głaszcze, przytula, chwali i aprobuje. Dorosłe wsparcie ma po wierzchu znamiona konfrontacji, krytyki, dezaprobaty, refleksji. Historia S. o niewspierającej szefowej przypomina mi kilka swoich perypetii, w których miałam podobną perspektywę pełnego żalu i pretensji dziecka. Dziś widzę, że to, co mi moi rzekomo niewspierający dawali, było autentycznym, wartościowym, dojrzałym wsparciem. Mówi to już nie moje dziecko, a dojrzalsza część mnie.

Po drugie, nadal zapominamy, że mamy tendencję do projektowania swoich uczuć i potrzeb na innych. W tym sensie, oczekiwanie od kogoś pomocy, oznacza tylko tyle, że to my powinniśmy dla siebie być głównym zasobem w zaspokojeniu tej potrzeby. Nadal jestem za tym, by tym ‘negatywnym’ postaciom z naszych żyć (tj. postrzeganym przez nas jako negatywne) stawiać dobrego drinka, a najlepiej napić się z nimi brudzia. Często nieświadomie wyświadczają nam dużą przysługę, pokazując, co jeszcze ze sobą i dla siebie musimy zrobić.

Ze wsparciem wreszcie jest tak, że kiedy naprawdę trzeba – przychodzi. Bądź o to spokojny/ spokojna. Sęk w tym, że często chcemy tego wsparcia zbyt szybko, nie próbując nawet zaufać sobie, swojej sile, mocy, możliwościom, zasobom. W istocie sabotujemy się, chcemy by ktoś coś zrobił za nas. Tyle, że to nie rozwiąże naszego problemu długoterminowo. Zmienisz miejsce zamieszkania, pracy, partnera – a jeśli sam siebie nie wsparłeś, nadal będziesz oczekiwał tego od innych. Jeśli sam sobie nie jesteś wsparciem i nie czujesz go w sobie choćby w postaci ciepła, życzliwości, wyrozumiałości języka, jakim do siebie samego pod garnkiem (głową) mówisz – to i ekipa strażaków Cię nie wesprze. Mało tego, ludzie dookoła będą Ci odbijali tę Twoją surowość, którą masz dla samego siebie. Oczywiście nadal będziesz uważał/ uważała, że to ich niewspierająca surowość względem Ciebie, a nie Twoja własna względem siebie samego.

Wspieranie siebie warto zacząć od wspierania innych, bo to rezonuje w nas i wraca jako wspieranie siebie. To, że Cię wspieram oznacza, że czuję, że jestem silna, wartościowa, że mam coś, czym mogę się z Tobą podzielić. Dzielę się z Tobą swoją wspierająca wartością, a dzielenie się z Tobą czyni, że i ja czuję się wsparta. Wracamy do poczucia wartości – jeśli nie myślisz o sobie w kategoriach pozytywnych, widzisz o ile trudniej Ci wesprzeć kogoś, a ostatecznie samego siebie?

Jeśli chcesz wsparcia, sam je zacznij dawać. Twoja dobra energia dawana innym będzie do Ciebie wracała. Tylko wpierw pomyśl o sobie dobrze, czule, troskliwie, dopieść swoje wewnętrzne dziecko. Zadbaj o jakieś przyjemności dla siebie (Michał chyba zaczynam rozumieć Twoją fascynację Star Wars!). Poczuj przyjemność ze sobą, żeby poczuć ją choćby w postaci wsparcia z innymi.

Korzenie wsparcia są w poczuciu własnej wartości, pewności siebie, w poczuciu własnej siły, sprawczości, atrakcyjności – i piszę o tym między liniami. Jeśli tego w sobie nie masz, nie możesz wspierać ani siebie, ani innych. I odwrotnie – gdybyś to miał/ miała nie robilibyście całego tego nie-wspierającego zamieszania ;-). Z pustego Salomon nie naleje.

Namawiam kobiety, by szukały wsparcia przy kobietach, mężczyzn – przy mężczyznach (Bert Hellinger pisze o byciu mężczyzną i kobietą dojrzałą, o tym, że wówczas należy utożsamić się ze swoim męskim/ żeńskim pierwiastkiem).

Pora na przyjemności, moi drodzy 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s