Life Coaching

Gdy nie mówię, że się boję, skupiam się i działam

summerfield-336672_640

– Co się zmieniło od naszej ostatniej sesji?

Jestem zdestabilizowana, na rozdrożu, ale bardziej skontaktowana ze sobą. Nie oszukuję się, odważyłam się na krok, postawiłam może nie na ostrzu noża, ale wypowiedziałam się.

– To co jest teraz?

– Lęk, że sobie nie poradzę, z drugiej strony pokonałam go, powiedziałam, co myślę.

– To czego dzisiaj chciałabyś dla siebie?

Dążę do porozumienia ze sobą, ale jeszcze tam nie dotarłam.

– Jaki jest zatem Twój cel?

– Chcę spokoju. Jestem zbyt zdenerwowana, podenerwowana, niestabilna, bezsilna, zdezorientowana.

– Jaki jest Twój spokój?

-Jest prosty, ale silny. To taka potrzeba oparcia w samym sobie.

– Po co Ci ten spokój?

– Kiedy jesteśmy spokojni, możemy działać, jesteśmy wydajni, bardziej szczęśliwi.

– Kiedy Ty jesteś spokojna, to możesz działa, jesteś wydajna i szczęśliwsza – staram się zawsze zwracać na to uwagę moim coachee, mówienie z liczbie mnogiej to z jednej strony wyrażanie przekonań, brzmi jak wyrażanie prawd ogólnych, ostatecznie- i przede wszystkim- nie identyfikuje to osoby z tym, co ona mówi, nie identyfikuje słów mówiącego z samym sobą.

– Z jakiego powodu jest to dla Ciebie takie ważne?

– Chciałabym się uwolnić od czegoś. Nie wiem, czy ma to nastąpić tylko pozornie, tzn. we mnie w moich uczuciach, czy ma to nastąpić fizycznie. Czuję, że utknęłam w czymś i nie potrafię z tego wyjść. Utknęłam w sekwencji zdarzeń, których nie mogę odwołać.

– To co chcesz osiągnąć?

-Stabilizację w sobie, bo ta z zewnątrz raczej destabilizuje, na zewnątrz stabilizacji nie ma.

– Z jakiego powodu to dla Ciebie ważne?

– Bo da poczucie bezpieczeństwa i pozwoli wypocząć. Czuję się zrezygnowana i zmęczona. Moja niepewność powoduje zmęczenie, brak spokoju, niestabilność. Jest w tym pewnym absurd: jestem niespokojna, bo jestem niepewna, a jestem niepewna bo się boję – boję się, że nie podejmę żadnej decyzji i równocześnie boję się podjąć jakąkolwiek. Jestem zdezorientowana i sparaliżowana. Chcę przestać się bać, by poczuć się stabilnie.

– No to wyciągamy strachy z pod pachy – zażartowałam tekstem swojego instruktora jogi. W ciele za przechowywanie lęków odpowiedzialna jest klatka piersiowa, barki, szyja.

– Coś z tym trzeba zrobić, tak dłużej nie może być. Jeśli nadal będę siedziała i bała się, to szybko ponownie wrócę do miejsca, gdzie już byłam, będzie to samo.

– Co czujesz?

– Zamknięcie, bycie zależną, osaczenie- moja coachee przełożyła te uczucia na sferę swojego życia, powątpiewając, czy to z tej sfery powinna się uwolnić, czy z tym stanem powinna uporać się sama w sobie na poziomie emocji. – Chciałabym wyjść poza własne ograniczenia, iść do szczęścia, cokolwiek to znaczy.

– Co to dla Ciebie znaczy?

– Nie wiem.

– Poza jakie ograniczenie chciałabyś wyjść?

– Poza swój lęk. Mój lęk mnie paraliżuje, jest szary, twardy, sztywny. Z jednej strony trzyma mnie, nie mogę go pokonać, z drugiej, pozytywnej strony, jego twardość stanowi dla mnie oparcie. Wygodnie mi tu gdzie jestem. Wygodnie mi, że się boję. To, że mówię, że się boję to moja wymówka.

– To co zastępuje mówienie wymówek? (dopisek: Mówienie prawdy? Wyrażanie siebie? Jak się z tym masz?- tak teraz, przepisując sesję sobie pomyślałam)

– Nie wiem. Jak nie mówię, że się boję, to działam, nie skupiam się na tym, że się boję. Realizuję plan.

– Jaki plan chcesz zrealizować?

– Plan odrębności. Potrzebuję sobie uświadomić, że ja jestem oddzielona, na chwilę, na dłużej. Potrzebuję poczucia, że potrafię, że jestem niezależna. Potrzebuję być samowystarczalna.

– Z jakiego powodu to dla Ciebie takie ważne?

– Zacznę wykorzystywać swoje możliwości, będę pewna siebie, będę bardziej z siebie zadowolona.

– Gdzie będziesz jako samowystarczalna?

– Nie wiem, wydaje mi się, że wszystko jedno, bo zawsze sobie poradzę.

– Czym dla Ciebie jest samowystarczalność?

– No dobra, no to: po pierwsze to mieć dużo wiedzy, po drugie mieć szerokie spojrzenie na rzeczywistość, po trzecie to zarabianie własnych pieniędzy. – lubię to Wasze no dobra, jest w nim jakaś dziecięca łaskawość do udzielenia odpowiedzi, trochę tak jakby po obrażeniu się dało się dziecko jednak przekonać do rozmowy.

Wypisałyśmy do każdej z tych grup co dokładnie się za nią kryje, moja coachee uznała, że chce się kwestią zarabiania pieniędzy.

– Co chcesz?

– Wydaje mi się, że…

– Możesz pozwolić sobie powiedzieć sobie, że chcesz, a potem powiedzieć, co chcesz? – to był już drugi czy trzeci moment w naszej sesji, gdy moja coachee na pytanie co chcesz odpowiadała wyrażając swoje przekonania na temat tego, jaka jest rzeczywistość.

– Chcę trochę energii, chcę zalążek energii, chcę wybrnąć z paraliżu, z przytłaczających emocji, chcę rozluźnienia.

– Co jaki będzie Twój pierwszy krok?

Dostałam odpowiedzi, coachee wypracowała mini plan działania. Poprosiłam swoją coachee o feedback i powiedziała mi, że najistotniejszym momentem sesji było dla niej uświadomienie sobie – przyznanie się przed sobą – że to wymówki, że się boi. Moja coachee powiedziała mi także, że była to nasza najgorsza sesja. Uśmiechnęłam się na te słowa. W moim odczuciu była najbardziej dojrzała ze wszystkich, jakie miałyśmy, była bardzo do rzeczy i blisko istoty, blisko mojej samej coachee. Coachee czuła zniecierpliwienie, które wyraziła mówiąc, że krążymy w miejscu, co zresztą co sesję mówi: – Z tym zniecierpliwieniem czułam się poza kontrolą, zagubiłam się, nie wiedziałam, o co chodzi, chciałam wyjść.  Odpowiedziałam jej, że czuję, że być może potrzebne było to krążenie, to poczucie zniecierpliwienia, by wreszcie wyszła z lęku i stanu niedziałania, że być może bez tego nie miałaby wystarczającej motywacji. Skrócić okresu krążenia i dać odpowiedzi nie mogłam wcześniej z kilku powodów- primo, czasu nie przeskoczę (por. Oda do umysłu); duo– coaching nie jest doradztwem, tylko to, co coachee poczuje sam, ten przebłysk świadomości, efekt wow lub aaa (aha) jest trwałą zmianą w świadomości przekładającą się na jeszcze trwalsze zmiany w zachowaniu, finalnie i ja mam prawo nie wiedzieć, mam obowiązek nie zakładać nic z góry, nie prowadzić nikogo swoją agendą.

Na koniec dodałam mojej coachee, że pora zmierzyć się z nie wiem. W skrypcie sesji nie zawarłam tych jej odpowiedzi, jednak była ona bardzo częsta: – Słyszę Twoje nie wiem i czuję, że to wymówka, że to spławianie. Czuję, kiedy nie wiem wynika z niewiedzy, a kiedy z niechęci, by wiedzieć, lub by się dowiedzieć. Ty, czuję, że mnie – i siebie – spławiasz. Z uśmiechem powiedziałam jej, że zarówno w swoim nieformalnym kontrakcie coachingowym jak i w umowie prawnej na świadczenie usług coachingowych mam punkt: nie wiem nie istnieje. Tym nie wiem klienci zbywają samych siebie.

– Moje nie wiem jest jak z automatu. Nie pierwszy raz mi zwracasz na to uwagę, ja jednak nadal o tym zapominam, jakbym nie miała tego na wierzchu w świadomości. Moje nie wiem to chyba ochrona – przed popełnieniem błędu, przed odpowiedzią. W szkole zawsze tak odpowiadałam, broniąc się przed pytającym atakiem.

– Na to także przyjdzie czas. Dziękuję Ci za sesję.

Kolejna piękna sesja. Głęboko poruszająca, dużo słów kluczy, z którymi osobiście się identyfikuję. Z jakąś matczyną czułością, która się we mnie po przepisaniu tego obudziła, miałabym chęć Ci powiedzieć moja Mądralinko– tak moja mama do mnie mówiła, komentując moje dokonania 😉

Nie wiem, jak Ty, ale ja czuję turbo radość :). Dzisiaj na wesoło 😉

Uściski!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s