Life Coaching

Rentgen rozpaczy

despair-513530_640

Spotkaliśmy się wreszcie. Sporo czasu minęło zanim każde z nas było gotowe na to spotkanie. Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia, jak sprawy domagają się wyjaśnienia i jak czas i energia krążąca wokół robią swoje, by w końcu doszło do rozwiązania.

Siadłam naprzeciwko niego, zachowując możliwie maksymalną przytomność umysłu. Moje maksimum było jednak minimalne. Czas zrobił swoje. Od naszego ostatniego spotkania dzień w dzień odrabiałam lekcje z odczuwania. Każdego dnia wychodziłam z umysłu i na ile umiałam przestawałam się identyfikować z moimi myślami, dając ciału prawo głosu. Ono ciągle bolało, było ponapinane, chorowało, a ja dzień w dzień, po sto razy dziennie pytałam się siebie, co czuję. Spędziłam na tej praktyce dobre sześćset dni swojego życia. W dniu, w którym się spotkaliśmy, byłam już inna, a w swojej inności jakoś bardziej swoja. Więcej odczuwałam, mniej (co nie znaczy, że wcale nie) myślałam. Wszystko było jaśniejsze, prostsze, tyle, że wycofanie umysłu i włączenie czucia pozwoliło poczuć ból nierozwiązanej sprawy. Wydawało mi się, że byłam silniejsza, ale to był właśnie moment, gdy poczułam całą swoją niemoc.

Przez chwilę patrzyłam mu w oczy, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, po co los nas znowu połączył. Wszystko między nami wydawało się wiadome i pozamiatane pod dywan przeszłości. Moje usprawnione czucie szybko dało mi odpowiedź po co ja i on po czasie ponownie – co, wiadome, to wiadome, co nie przeżyte zostało do przeżycia.

Spojrzałam na niego, przez głowę przeleciało mi parę zarzutów, czas zrobił swoje i stało się dla mnie oczywiste, że słowo klucz to brak miłości. Przy swojej dzisiejszej świadomości wiedziałam, że nie chodzi i nigdy nie chodziło o niego lub o to, czy mnie w ogóle kochał (choć długo sedno upatrywałam właśnie w nim). Pozycję ofiary już dawno opłakałam, teraz była kolejna, ostateczna odsłona naszej znajomości – uświadomienie sobie, że tej miłości nie było we mnie samej.

On nie mógł mi nic innego dać, czego nie było we mnie samej. Pokazał mi tylko mnie wybiedzoną emocjonalnie i opróżnioną z miłości tak do ludzi jak i do samej siebie.

Nic już od niego nie chciałam poza tym, by zostawił mnie samą sobie i swojej rozpaczy.

Wiecie jak przeżywa się rozpacz?

Głębokim płaczem. Takim, który czujesz na dnie brzucha. Każde zassanie powietrza podczas płaczu powoduje mocny i bolesny ścisk w brzuchu. Rozpacz wiąże się też z dźwiękiem – żeby uwolnić to uczucie z siebie trzeba dać sobie prawo głosu. Podczas rozpaczy chce Ci się krzyczeć, wrzeszczeć i zawodzić – to naturalna forma autoregulacji ciała. Jeśli więc również doświadczasz głębokiego smutku graniczącego z rozpaczą, pozwól sobie ten raz na wydobycie z siebie dźwięków i słów, które poczujesz.

Od rozpaczy, w końcu, chce się ucieknąć, tak jak ja chciałam uciec w trakcie spotkania z moim brakiem miłości. Pewnie dlatego dzisiaj pojawiła się u mnie ta piosenka.

Zamierzam nie uciekać, i Was namawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s