Life Coaching

Dlaczego doświadczenie przyjemności może być śmiertelne w skutkach

main_1500

Niedawno uczestniczyłam w pewnym ćwiczeniu z Somatic Experience (doświadczania z poziomu ciała). W przestrzeni pokoju oczyma wyobraźni wyznaczyłam sobie swoje życie, które miało kształt tarczy w zegarku. Siedziałam w środku, w miejscu skąd wychodzą wskazówki zegara, ale podczas dalszej pracy zmieniałam perspektywy i przemieszczałam się po kolejnych godzinach zegara. Znalazłam u siebie godziny względnego spokoju i sporą przestrzeń niepokoju i lęku. Trudno mi było znaleźć miejsce autentycznej radości, zrobiłam to tylko i wyłącznie dlatego, że moja terapeutka nalegała, by mieć na swojej tarczy przestrzenie-godziny czerwone (negatywne) i niebieskie (pozytywne)

Podążałam za instrukcjami terapeutki, będąc bardzo powściągliwa w doświadczaniu komfortu i przyjemności w wyznaczonych przeze mnie godzinach radości. Odkryłam u siebie zamknięcie się na odczuwanie radości i nieumiejętność jej odczuwania. Od razu przyszła świadomość, co się dzieje: pozwolenie sobie na odczuwanie radości aktywizuje we mnie całej wspomnienie dużego smutku i rozpaczy. Dlaczego zatem nie pozwalamy sobie na radość i przyjemność? Bo de facto gdzieś z podświadomości przeczuwamy, że doświadczenie przyjemne obudzi uśpiony już ból i cierpienie. Znalazłam u Lowena dobrą metaforę, mówiącą o tym, jak ciepło (rozumiane jako dobre uczucia) aktywizuje doświadczanie zimna, bólu, smutku: jeśli odmrażamy jakąś zmarzniętą (lub zamarzniętą) część ciała, doświadczamy wówczas bólu. Samo zamrożenie tak nie boli jak proces odmrażania (z poziomu człowieka zamrożenie rozumiem jako stres, nie boli ponieważ umysł wyłącza świadomość czucia, by przetrwać). Doświadczenie ciepła ogrzania powoduje doświadczenie zimna i uczucia bólu.

Przypomnę Wam znowu o tym zakresie ruchu wahadła, który jest dla mnie dobrym porównaniem skali emocji, jaką odczuwamy – im wyżej się unosi w jedną stronę, tym wyżej uniesie się w drugą stronę – jeśli lewa strona to emocje pozytywne, a prawa negatywne, znaczy to, że – jak mawia Kubuś Puchatek – im bardziej, tym bardziej (im więcej czujesz dobrego, tym więcej także odczuwasz złego).

Po stresującej sytuacji, tragicznym doświadczeniu, dramacie, Sodomie i Gomorze (nazwij swoje najboleśniejsze przeżycia, jak czujesz) nie nastaje spokój. Wówczas nastaje prawdziwy smutek lub wręcz rozpacz.

Nasz umysł programuje nas na przetrwanie, w związku z tym im więcej stresu doświadczamy, tym mniej czujemy i jesteśmy świadomi, tego, co się z nami i w nas dzieje, by nadal móc w tym stresie funkcjonować. Pełna świadomość dramatyczności sytuacji, w której jesteśmy niemożliwa jest niejako w trakcie stresu, bo spowodowałaby ona poczucie takiego bólu psychicznego i/lub fizycznego, że z biologicznego punktu widzenia świadomość graniczyłaby ze śmiercią.

Przypadki ludzi, którzy dopiero w weekendy, wakacje lub na emeryturze zaczynają chorować, padać obłożnie chorzy i tym podobne (bo tak w trakcie życia zawodowego są cały czas bardzo wydolni) poświadczają, że dopiero wprowadzenie się w stan względnego spokoju, poczucia braku zagrożenia albo doznania przyjemności rozluźnia nasze ciała, daje przestrzeń sercu i umysłowi, przez co możliwe jest włączenie na nowo świadomego czucia, odczuwania, doznawania. Sęk w tym, że wówczas emocje z czasu stresu domagają się wyrażenia i znalezienia ujścia – jak to stało się w przypadku mojego doświadczenia podczas Somatic Experience.

Uczucia mogą pojawiać się w formie naszego samopoczucia, którego na poziomie umysłu jesteśmy świadomi: czuję się dziś gówniana, czuję smutek, nie chce mi się żyć. Ale emocje mogą też pojawić się w ciele w postaci bólów mięśni, głowy, gardła, mniej lub bardziej poważnych chorób, napięć, nudności, ogólnej bezsilności i potrzeby wypoczynku – przy czym większość z nas nie ma kontaktu ze swoim ciałem i często nawet nie łączy stanu ciała ze stanem serca i umysłu. Podczas swojej pracy informuję swoich coachee, że po sesji mogą odczuwać różne stany i na różne sposoby. Chcę ich przez to wyczulić na to, że są holistyczną całością i całymi sobą reagują na proces zmiany świadomości (inaczej mówiąc: ból głowy, gardła, rozchorowanie się, albo splot określonych życiowych zdarzeń następujących po sesji jest ściśle związany z tym, co się podczas niej stało i z jakimi w esencji problemami się mój coachee zmaga). Im później łączymy w całość to, co myślimy z tym, co czujemy i z tym, co nam się przytrafia i jakie z tego są wiadomości dla nas – skazujemy siebie na tym bardziej rozłożone w czasie męki psychofizyczne.

Wczoraj podczas savasany (ostatniej asany w jodze, pozycji relaksującej) miałam wgląd w siebie. Byłam w Auschwitz Birkenau. Przed oczyma mam widok tego rozległego pola i wielkiej stodoły, w której mieszkali mieszkańcy obozu. Dokoła pustka. Poczułam, że pozwolenie sobie na emocjonalne doświadczanie tego miejsca jest tak bolesne, że aż śmiertelne – mój umysł skutecznie broni się przed świadomym doświadczeniem rozpaczy śmierci. Poczułam, że dla mieszkańców obozu jedyną szansą na przeżycie było pozostanie w umyśle i nie czucie zbrodni i śmierci.

Dziś wstałam i doczytałam, że jest dzisiaj rocznica wyzwolenia obozu Auschwitz.

http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1575417,71-rocznica-wyzwolenia-obozu-Auschwitz-Obchody-Dnia-Pamieci-Ofiar-Holokaustu

Ci, którzy doczekali tego dnia i wyzwolenia w pierwszej kolejności nie czekała radość i wolność. Najpierw ujawniła się tłumiona rozpacz. Poczucie rozluźnienia i swobody dało możliwość świadomego poczucia dramatu historii, poczucia śmierci i końca.

Jest koniec, śmierć, rozpacz, wyzwolenie, a radość przyjdzie z czasem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s